Blog

„Studio Konstytucja!”

Marta Cieślukowska

W nietypowy sposób uczniowie Schumana uświetnili obchody rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja. Pod kierunkiem polonistyki, pani Justyny Komorowskiej, grupa inscenizatorów przygotowali program telewizyjny na żywo, który przenosił widzów w 1791 rok.

Scenografia i rekwizyty nawiązywały do SchumTV , szkolnej telewizji 137 LO. Pojawiło się studio z prezenterką, mapa do prognozy pogody, sofa do programu publicystycznego. Jednak najważniejsi byli goście programu – postacie historyczne z okresu uchwalenia Konstytucji.

Duże wrażenie zrobiła charyzmatyczna caryca Katarzyna II, ale też i świta z królem Stanisławem Augustem Poniatowskim. Stroje z epoki ciekawie korespondowały ze współczesnym charakterem studia. Natomiast żartobliwa konwencja inscenizacji spowodowała, że młodzież z ciekawością chłonęła cenne historyczne konteksty.

Gratulacje dla klasy 3/2 za udany występ i naprawdę ciekawy pomysł.

dzu

„Dzień Flagi, czyli po zdrowie i historię”

Marta Cieślukowska

2 maja z okazji Dnia Flagi w Warszawie odbyły się liczne uroczystości, miały miejsce ciekawe wydarzenia. Jednym z nich był VI Bieg Flagi, który rozpoczął się na terenie Cytadeli Warszawskiej. W biegu o charakterze rodzinnym wzięło udział bardzo dużo seniorów, dorosłych i dzieci. Biegacze zmagali się z dystansem 10 km, a w kategorii Nordic Walking było to 5 km. Bieg dzieci miał charakter raczej sprinterski: 100 m.

Na obszarze Cytadeli organizatorzy wiele atrakcji i występów artystycznych. Jedną z tych atrakcji była diorama historyczna zorganizowana przez Grupę Historyczną Zgrupowanie „Radosław”, której członkiem jest uczeń z naszej szkoły. Na dioramie były ukazane trzy różne okresy z historii Polski, były nimi barykada z Powstania Warszawskiego, punkt werbunkowy z bitwy warszawskiej oraz obóz żołnierzy wyklętych. Wiele osób z ciekawością wypytywała o różne rzeczy członków stowarzyszenia. Korzystało z okazji, by pogłębić swoja wiedzę historyczną.

Tegoroczny Dzień flagi był ciekawym i pouczającym połączeniem refleksji o historii oraz podkreśleniu, że ojczyzna trwa, „póki my żyjemy”, czyli jak ważne jest dbanie o zdrowie – w kontekście święta, wręcz jako wartości narodowej.

 

Patryk Stefański kl.3/4

 

Schuman – matura 2018. Początek

Katarzyna Pyrczak

Stres? Niepewność? Zawahanie? Jeśli już, to tylko w śladowych ilościach i aby zdyscyplinować się po kilku dniach bez szkoły… W Schumanie matura 2018 rozpoczęła się tradycyjnie w bardzo dobrej atmosferze. Uczniowie wymieniali  uwagi, żartowali z ostatnich powtórek, spoglądali na pojawiających się nauczycieli – „Spokojnie, damy radę!”.

Złożenie podpisów, zajęcie miejsc poszło bardzo sprawnie. Oczywiście, Maksio kilka minut przed 9.00 spektakularnie powrócił na salę przekonawszy się o wzorcowej perystaltyce swojego młodego organizmu. Jego entuzjastyczny uśmiech dodatkowo wzmocnił morale licealistów.

Doskonałe miejsce zajęła Weronika – tuż przed tablicą z napisem, który przypomni jej w razie chwili dekoncentracji, gdzie i po co jest. Także Gosia nie może być rozczarowana – będzie rozpieszczać ją opiekuńcze oko komisji egzaminacyjnej. Nawet Jan uznał, że mając w pobliżu podgląd na zegar, zsynchronizuje rytm czasomierza z wydajnością synaps i w efekcie napisze test, wypracowanie bez najmniejszej zadyszki…

A my, nauczyciele, rodzice? Cierpliwie czekamy, trzymamy kciuki za te nasze kochane dzieciaki… Wiem, wiem, wypada napisać – za naszą drogą młodzież.

Zakończenie inne niż wszystkie…

Katarzyna Pyrczak

„Zakończenie inne niż wszystkie. Szkoła, uczniowie, rodzice – Schuman.

Czyli żartobliwy felieton Kasi na pożegnanie.”

Zaczęło się od krzyku przerażenia. Paweł, niedoszły morderca sygnałowej Kartki Niezbędnej, został jednak szybko powstrzymany, a ofiara przeżyła – można było wprowadzić poczet i rozpocząć uroczystość zakończenia, co samo w sobie już brzmi nieco zagadkowo, ale koniec też musi się kiedyś zacząć. Większość pogubiła gdzieś myśli. Tak to już bywa, gdy samemu nareszcie dotrze się do momentu przełomu i opuszczenia murów szkolnych – zazwyczaj patrzy się na wydarzenia z boku, jakby wcale nie było się ich uczestnikiem…

Po wprowadzeniu pocztu sztandarowego i odśpiewaniu hymnu przekazaliśmy sztandar następcom, uczniom klas pierwszych liceum, w czym bardziej spostrzegawczy mogli się doszukać pozornej niewielkiej oznaki nepotyzmu w gronie już byłych uczniów: najprawdopodobniej właśnie w związku z tym zastępstwem – siostra z 1A za siostrę z 3A – Pani Krzyszczuk uroniła łzę. Wysłuchaliśmy przemówień pożegnalnych – Pani Dyrektor, Rodziców i Karola z 2A, który udzielił nam cennych rad na ten zbliżający się trudny czas. Szczęściarzu, Tobie został jeszcze rok, my mamy maturę już za kilka dni…

Nareszcie nadszedł moment odbioru świadectw. Tych z poważnym napisem, przypominającym, że są to dokumenty „potwierdzające uzyskanie wykształcenia średniego”. Matko kochana, ależ to definitywnie brzmi! Obydwie klasy stały już z tymi oficjalnymi dokumentami na środku sali, poza trzema osobami ze środków list. Dwie mogły przycupnąć przy rzędzie zasiedzonym (to jest dobre słowo!) przez rodziców, ostatnia nie miała tyle szczęścia, zostawiona sama sobie pośrodku 30 pustych krzeseł. W niektórych głowach mogła pojawić się ta irracjonalna myśl – no to będą powtarzać kolejny rok. Ale nie! Do wręczenia zostały jeszcze paski, czyli świadectwa z wyróżnieniem – dla Wiktorii (zwyciężyła!), Grzegorza i wyłączonej z rzeczywistości autorki, która pisze dla Was artykuł po raz ostatni (w tym miejscu można odetchnąć z ulgą).
Nagrodę Dyrektora otrzymały w tym roku prawniczo-społeczne dusze – Julia, która sprawiedliwie nam przewodziła przez tyle czasu i Grzegorz, na którego zawsze można było liczyć i który, już drugi raz w tym dniu wychodząc na środek, stał się gwiazdą wieczoru popołudnia.
O sobie nie napiszę, bo nie wypada. Uznajmy to za pożądaną skromność – [choć średnia 5,46 jednak wymaga podkreślenia! – przypisek  DZU].

„Ale to już było” śpiewali z Zuzią z 2A wszyscy. Można było płakać. I tak to się skończyło.

Kasia Szafrańska, była 3A

Dzień otwarty w Schumanie!

Katarzyna Pyrczak

Na dzień otwarty, czyli Dzień Kandydata, w 137 LO z Oddziałami Dwujęzycznymi im. R. Schumana w Warszawie przybyli licznie przyszli licealiści, często także z rodzicami. Spotkanie rozpoczęło się w sali gimnastycznej przemówieniem pani dyrektor Jolanty Kaczmary. Wkrótce potem wszyscy goście ruszyli zwiedzać budynek szkoły, oglądać pracownie, rozmawiać z uczniami i nauczycielami naszego liceum.

Atmosfera tego wydarzenia od początku była niezwykle miła, serdeczna. Wiosenna aura wzmogła witalne siły gospodarzy i poznawczą ciekawość gości. Brzmiała energetyczna muzyka, pachniał popcorn w sali kinowej, a pyszne ciasteczka Anu z klasy 1A wprawiały w błogie zadowolenie.

Schuman imponował najlepszym od dwóch lat wynikiem maturalnym w dzielnicy. Bardzo bogata oferta nauki języków obcych, centra egzaminacyjne, native speakerzy, wyjazdy zagraniczne, certyfikaty… nikt nie miał wątpliwości, że dwujęzyczność nie jest u nas tylko nazwą, lecz autentyczną  możliwością zdobycia solidnego wykształcenia.

Zaskoczyliśmy też kreatywnością i innowacyjnością. Tutoring, różne zajęcia oraz wygrane konkursy w dziedzinie edukacji kulturalnej, udział w wielu eventach, współpraca z licznymi instytucjami, uczelniami  –  to wszystko ukazało Schumana jako liceum inspirujące dla potencjału swoich uczniów.

Jednak tego dnia prawdziwą perłą Schumana byli sami uczniowie. Nasi licealiści bardzo owocnie wsparli nauczycieli w organizacji i przeprowadzeniu Dnia Kandydata. Przygotowali atrakcyjny film promocyjny szkoły, zajęli się w dużej mierze plastycznym wystrojem pracowni, oprowadzali po budynku gości, udzielali informacji, dzielili się swoimi doświadczeniami. Stanowili żywy dowód na to, jak dobre, partnerskie relacje między nauczycielami a uczniami tworzą ze szkoły w pełni przyjazne miejsce rozwoju, pracy, dojrzewania…

„Schuman. Z nami ci się uda!” (DZU)

 

 

Nasi uczniowie już studiują… za granicą!

Katarzyna Pyrczak

Nasi uczniowie już studiują… za granicą! Wywiad z Łukaszem Rossą, maturzystą z 2017 roku.

 

Do naszej szkoły w odwiedziny zawitał jeden z absolwentów liceum – Łukasz Rossa, który rok temu wyjechał na studia do Anglii. Od razu został przechwycony przez ekipę SchumTV, dzięki czemu możemy zaprezentować ten oto wywiad.

Łukaszu, kiedy ukończyłeś naszą szkołę? Na jakich przedmiotach skupiałeś się na maturze?

Łukasz Rossa: Szkołę ukończyłem rok temu, czyli był to 2017. Maturę pisałem z matematyki i angielskiego na poziomie rozszerzonym i w sumie skupiałem się najbardziej na matematyce, bo jest to przedmiot, do którego trzeba się naprawdę porządnie przyłożyć, aby się do niego przygotować, by go dostatecznie dobrze zdać.

Co wybrałeś po skończeniu liceum?

Ł: Po skończeniu liceum wybrałem architekturę i była to taka decyzja, nad którą myślałem od bardzo dawna. Miałem z tyłu głowy, że chcę iść w tę stronę już w gimnazjum, czyli naprawdę wcześnie i ostatecznie udało mi się to osiągnąć. Myślałem wtedy, że to jest to, to jest ten kierunek, który chcę studiować i wiem dziś, że dobrze wybrałem. Na początku liceum myślałem, że chcę studiować tu, w Warszawie na Politechnice, ale jednak wybrałem Anglię. Papiery złożyłem na obie uczelnie i udało mi się dostać do Wielkiej Brytanii. Myślę, że to był już taki pierwszy przemyślany cel, który osiągnąłem. Na szczęście.

Czy już w szkole podjąłeś jakieś kroki w tym kierunku?

Ł: Tak, podjąłem w liceum – od drugiej klasy chodziłem na rysunek techniczny. Wtedy jeszcze myślałem o zdawaniu tutaj, na Politechnikę. Tak też się zresztą stało – aplikowałem tu i na uczelnię w Anglii. Finalnie udało się tak, że dostałem się do Wielkiej Brytanii, z czego jestem bardzo zadowolony.

Czym kierowałeś się podejmując taką, a nie inną decyzję? Czy było wiele przeszkód, które musiałeś pokonać, aby osiągnąć swój cel?

Ł: Hm… czym się kierowałem? Myślę, że chciałem spróbować czegoś nowego, wiedziałem mniej więcej, jak wyglądają studia tu w Polsce, słyszałem też, że wygląda to trochę inaczej w Anglii. Tamtejsze studia wydają się bardziej przyszłościowe, przygotowują lepiej do zawodu. Dało mi to do myślenia, gdzie, co mogę osiągnąć w perspektywie mojego przyszłego zawodu. Myślę, że kierowałem się też trochę ciekawością, bo jestem osobą, która lubi wyzwania, która nie boi się podejmować ryzyka. Chęć odkrywania świata i podróżowania również była takim czynnikiem, który pchnął mnie do aplikacji na studia w Wielkiej Brytanii. Teraz, kończąc pierwszy rok uważam, że to była naprawdę dobra decyzja i faktycznie, tak jak myślałem, wszystko wygląda tam trochę inaczej, bo jednak na uczelni kładziony jest większy nacisk na doświadczenie, które przyda mi się później naprawdę w zawodzie, w życiu. A jeśli chodzi o barierę, to największą była bariera psychiczna, bo czymś niecodziennym jest studiowanie w obcym kraju, języku, kulturze przez tyle lat, w sumie trzy minimum, a jeszcze magisterium dwa lata, więc się sporo nazbiera. Ale myślę, że dzięki wsparciu rodziny, która pomagała pod każdym względem, na każdym kroku, udało mi się nie bać, a także to wszystko przezwyciężyć. Wiedziałem, że prędzej czy później będę musiał się z tym zmierzyć, z tą rozłąką z domem, przyjaciółmi, Polską, ale miałem szczęście, że wspierano mnie i też mam jakieś samozaparcie w sobie, a jeśli mam jakieś cele i do nich dążę, zazwyczaj je osiągam – tak też się tym razem stało, pomimo tej bariery psychicznej, tego strachu przed wszystkim co nowe, co mnie spotka. Na szczęście ten szok, gdy pojechałem pod koniec września teraz już minął, bo już do końca zaaklimatyzowałem się, bo spotkałem naprawdę świetnych ludzi, zarówno nowych znajomych, czy też tutorów, którzy mnie uczą i którzy są naprawdę niesamowitymi ludźmi i to też daje mi takie uczucie, że dobrze trafiłem.

Jak sobie radzisz jako student, czy jesteś zadowolony z tego co robisz?

Ł: Tak, jestem bardzo zadowolony. Mój tydzień jest taki, że na uczelni spędzam tygodniowo czternaście godzin, to jest bardzo mało w porównaniu do Polski i jest tak, że w sumie kładzie się nacisk na pracę indywidualną, którą wykonuje się już po tych zajęciach obowiązkowych na uczelni, a na niej są wykłady i zajęcia z tutorami, którzy przekazują nam swoją wiedzę, której nie moglibyśmy w sumie od tak otrzymać. To jest bardzo fajne, że wykonują oni też swój zawód, dzięki czemu mamy od razu kontakt z prawdziwymi architektami, którymi też będziemy, jeśli się uda. Poza zajęciami mamy też zadania, które musimy wykonać na zaliczenie w międzyczasie czy też na przykład już na zaliczenia semestralne. Bardzo mi się to podoba, że nie trzymają nas bez sensu na zajęciach te parędziesiąt godzin tygodniowo na uczelni, tylko jest ich wystarczająco, byśmy się czegoś nauczyli od naszych tutorów, a później w domu czy też poza zajęciami robimy pracę na zaliczenie, w której do większości rzeczy musimy dojść sami. To ważne, bo będzie tak też w końcu w większości sytuacji w przyszłości, bo nikt nie da nam czegoś na tacy, tylko musimy w tym zawodzie, czy też ogólnie w życiu, do wszystkiego dojść sami. Myślę, że jest to taki mały zalążek tego, co będziemy robić w przyszłości. Oczywiście, na każdym etapie naszej pracy nad projektami możemy liczyć na pomoc tutorów, bo są naprawdę bardzo otwarci, pomogą na zajęciach, po, czy też drogą mailową. Jest to duży plus, że chcą, że są tam dla nas.

Czy mógłbyś opisać nam, jak wyglądają takie zadania?

Ł: Ogólnie jest tak, że w ciągu roku mam cztery moduły, tak jak przedmioty. Każdy jest inny, dwa w semestrze, dodatkowo na początku roku dostaliśmy listę ponad pięćdziesięciu przedmiotów, które mogliśmy sobie dobrać. Z tej listy mieliśmy wybrać jeden przedmiot pod nasze zainteresowania, który nas wzbogaci, nasze CV. Mogłem wybierać spośród naprawdę wielu przedmiotów, czy to z podstawy przedsiębiorczości czy bardziej ekonomii, programów komputerowych czy wielu języków obcych. Co roku jest taka możliwość, a z tych „normalnych” przedmiotów w pierwszym semestrze miałem historię architektury oraz coś, co można nazwać takim projektowym przedmiotem, w którym było pierwsze zadanie, bardziej proste, projektowe i nie chodziło tam o jakieś detale pod względem użytych materiałów czy wszystkich konstrukcji, ale o samo pokazanie nam, jak wygląda cały proces, od zaczęcia projektu do jego zakończenia. Mamy też bardzo często prezentacje naszych prac przed całym pierwszym rokiem architektury, co jest bardzo przydatne, gdyż uczymy się jak sobie poradzić ze stresem, który na pewno jest, gdy mówi się do ponad sześćdziesięciu osób, a my musimy im przecież wszystko jak najlepiej przedstawić i choć jest to trudne, to też bardzo ważne, bo nasza przyszła praca jako architekt tego wymaga. Musimy w końcu prezentować swoje projekty przed pewną grupą ludzi i to jest fajne, że na tym etapie, na pierwszym roku, pierwszym semestrze już się do tego przygotowujemy i dowiadujemy się, jak zrobić to jak najlepiej i jak sobie radzić ze stresem, by nas po prostu nie zjadł. A w drugim semestrze, czyli teraz mam przedmiot konstrukcja, technologia, środowisko i tu już mam projekt, w którym muszę zaprojektować dom, nie tylko rysunki techniczne, ale też „buduję” go od fundamentów do samego dachu i muszę podać, jakich materiałów używam, dlaczego takich, a nie innych oraz wszystkie inne techniczne szczegóły. Wiem, że jeszcze będę miał z tym sporo roboty, bo jednak dużo się z tym zejdzie, ale wiem też, że mnie to wiele nauczy. A drugim przedmiotem jest też przedmiot projektowy, ale bardziej rozbudowany, bo mam znacząco więcej wymogów, punktów, które muszę spełnić i tu też tak jak w tym pierwszym semestrze będzie w maju prezentacja finalna przed całym rokiem, kolejne stresy, ale tuż po ostatnich zaliczeniach nadejdą upragnione wakacje, bo już 11 maja kończę pierwszy rok studiów.

W jakim stopniu nasze liceum pomogło Ci osiągnąć cel?

Ł: Myślę, że gdybym nie był w tym liceum, to w ogóle bym nie pomyślał o studiach w Anglii. Pamiętam, jak jednego dnia przyszli do nas byli studenci uczelni w Wielkiej Brytanii, którzy chodzą po liceach i namawiają do studiów w całym tym kraju. Pod koniec swojej prezentacji dali ankiety zainteresowanym, których pamiętam było dość sporo, tak z połowa klasy. I w tej ankiecie podaliśmy swoje dane, co mniej więcej chcielibyśmy studiować. Po paru tygodniach każdy z nas dostał maila, w którym były podane uczelnie, gdzie są interesujące nas kierunki i ja byłem może jednym z niewielu, którzy podjęli dalsze kroki aplikacji. Potem pokierowano mnie, co i jak muszę zrobić, wytłumaczono proces i te wszystkie procedury. Myślę, że to dzięki temu liceum dostałem taką szansę, że to dlatego, że zaproszono tę grupę do naszej klasy, szkoły. Był to pierwszy taki czynnik, który sprawił, że pomyślałem, że to może być dla mnie i podjąłem decyzję, że chcę tam studiować. Pamiętam, że Pani Krzyszczuk mnie wspierała w tej wizji, całym tym procesie aplikacji. Pamiętam, że powiedziała, że podziwia mnie za taką decyzję i też dała mi takiego „kopa”, bo to okazało się ważne, że jeszcze ktoś poza rodziną tak we mnie wierzył.

Czy często wspominasz czasy szkoły średniej? Czy przytoczysz nam jakąś zabawną historię?

Ł: Oj, w sumie mam cały czas miłe wspomnienia związane z tą szkołą i zawsze, gdy spotykam się ze znajomymi, gdy jestem w Polsce na przerwie świątecznej coś wspominamy ze szkoły, po prostu wspominam ją naprawdę bardzo dobrze, a coś śmiesznego… jest całkiem sporo takich rzeczy, ale żeby się nikomu nie narazić to pamiętam, że na jednej lekcji, któraś Pani robiła porządki w swoich rzeczach i znalazła starą myszkę. Ja ją wziąłem i mieliśmy potem lekcje z Panią Krzyszczuk. I tę myszkę podłączyłem jej do komputera i ruszałem nią zawsze, gdy coś robiła i się tak dziwiła, że  jej mina była bezcenna. Wiedziała, że coś się dzieje, ale nie wiedziała, co i też w sumie myszka leżała tam parę tygodni. Robiłem tak z każdym nauczycielem, z którym mieliśmy tam lekcje i nikt mnie nie przyłapał no i to było takie śmieszne… znaczy się było bardziej śmieszne na żywo, ale no cóż.

Ale ktoś Cię w końcu przyłapał?

Ł: Nie, jestem zbyt sprytny! Teraz już nikt mi nic nie zrobi, bo skończyłem szkołę i nie ma tu też tej myszki, bo jest u mnie w domu, więc… taka pamiątka.

No to teraz ostatnie pytanie! Czy z perspektywy studenta udzieliłbyś jakichś porad licealistom?

Ł: Myślę, że najważniejsza rada jest taka, żeby nie bać się swoich marzeń, celów, bo możemy zrobić wszystko, choć jest ta bariera, ale tylko w naszej głowie, przez którą myślimy, że nam się nie uda. Ja miałem takie wsparcie u znajomych, rodziny czy też Pani Krzyszczuk, że aż tak się nie bałem. Wiadomo był stres, strach przed nowym, ale z perspektywy czasu nie żałuję niczego. Wiem już, że będąc tam, jestem zdany sam na siebie, więc myślę też, że to była dobra lekcja dla mnie, jako już osoby dorosłej, stąpającej dość twardo po ziemi. To taka lekcja życiowa. Reasumując radzę, żeby się nie bać, bo to tylko od nas zależy jaką drogą pójdziemy i gdzie nią dojdziemy.

Bardzo dziękuję za pouczającą rozmowę.

Tak zakończyliśmy wywiad, a Łukasz ruszył w dalszą podróż po szkole, wspominając dawne, miejmy nadzieję, dobre czasy.

Asia Szafrańska kl. 1A

Dni Zdrowia na Targówku 10-12 kwietnia 2018

Marta Cieślukowska

Urząd Dzielnicy Targówek zachęca do uczestnictwa w Dniach Zdrowia na Targówku, które odbędą się w terminie 10-12 kwietnia 2018 r.

W programie znalazły się badania diagnostyczne, konsultacje medyczne, warsztaty oraz Forum Zdrowia. Wszystkie akcje przeprowadzone w ramach Dni Zdrowia są bezpłatne. Urząd przestawił szczegółowy grafik, dostępny do pobrania — harmonogram wydarzeń w przychodniach.

Organizatorzy zapraszają również na Forum Zdrowia w Urzędzie Dzielnicy Targówek m.st. Warszawy (ul. Kondratowicza 20).
Tematami przewodnimi Forum Zdrowia w dniu 12.04.2018 r. będą:

  • Funkcjonowanie psychoemocjonalne dzieci z rodzin dysfunkcyjnych w środowisku szkolnym;
  • Profilaktyka raka skóry.

Szczegółowy plan imprezy dostępny jest pod linkiem: harmonogram Forum Zdrowia.

Dodatkowo zostaną poprowadzone warsztaty „Zdrowy kręgosłup”. Osoby zainteresowane udziałem są proszone o wysłanie formularza zgłoszeniowego.

 

Źródło: UD Targówek

„Zdecydowanie hossa, czyli wycieczka klasy 1A”

Marta Cieślukowska

W dniu 5.04.2018 razem z naszą wychowawczynią wybraliśmy się na całodniową wycieczkę. Głównym jej celem była wizyta na Giełdzie Papierów Wartościowych  przy ulicy Książęcej. Pierwszym punktem spotkania była rozmowa z naszą przewodniczką, podczas której sprawdzaliśmy swoją wiedzę na temat giełdy i inwestowania oraz omawialiśmy architekturę budynku. Następnie ruszyliśmy do jednej z sal konferencyjnych, w których oglądaliśmy półgodzinny film. Dowiedzieliśmy się najważniejszych informacji na temat inwestycji, działania giełdy oraz o cenach różnych akcji. Mieliśmy również okazję obserwować hossę albo bessę – czyli wzrost albo spadek cen akcji na specjalnych panelach giełdowych.

Po filmie i pożegnaniu z przewodniczką ruszyliśmy na kolejną część naszej wycieczki, do Muzeum Narodowego. Mieliśmy okazję oglądać niezwykłe wystawy, jak na przykład Galerię Sztuki XIX wieku, Sztuki XX i XXI wieku i Wzornictwa Polskiego. Wszystko zrobiło na nas duże wrażenie. Kończąc nasz wspaniały dzień, wracając zdecydowaliśmy się na długi spacer przez Starówkę, korzystając przy tym z pięknej pogody.

Natalia Balcerzak kl. 1A

Licealiści na praktykach w Bloomberg TV oraz Mitsubishi Bank of Japan

Katarzyna Pyrczak

Zgodnie z ideą rozwijania przedsiębiorczości wśród uczniów naszego liceum udało nam się poczuć jak prawdziwi dziennikarze i bankierzy! 21 marca br. udaliśmy się z naszym nauczycielem przedsiębiorczości Panem Michałem Szwedo do siedziby amerykańskiej telewizji ekonomicznej Bloomberg TV i japońskiego banku Mitsubishi, które mieszczą się w wieżowcu Financial Center w centrum Warszawy. Już sam prestiż budynku wzbudził w nas respekt i pokorę przed wizytą w środku, gdzie czekali na nas pracownicy i dyrektorzy obu firm, którzy przywitali nas ciepło, a następnie przedstawili charakter ich codziennej pracy. Mieliśmy okazję uczestniczyć w wykładach i prezentacji na temat działalności obu firm, mogliśmy również spróbować rozwiązywać ich codzienne zadania i obowiązki, wreszcie zaprosili nas na codzienny lunch. Nie ukrywamy, że skutecznie zarazili nas swoją pracą i kto wie – może za kilka lat spotkamy się w tym samym miejscu w zupełnie innym charakterze?

Uczniowie klas pierwszych LO