Urszula Nakielska

Klasy 1A wraz z 2A wybrały się dzisiaj – 15 października – na dramat pt. „Pygmalion” Georgea Bernarda Shawa, wystawiany w Teatrze Buffo, w języku angielskim przez TNT Theatre Britain.

Podróż komunikacją miejską z dwiema klasami była logistycznym wyzwaniem. Jednak obie klasy,  wraz ze swoimi opiekunami, po prostu nie mogły się doczekać spektaklu i musiały wskoczyć do pierwszego autobusu, jaki mógłby dowieźć je na spektakl. Gdy już dotarliśmy i każdy udał się z biletem na poszukiwanie swojego miejsca, powstało niemałe zamieszanie.

Młodzi badacze kultury zdawali się być bardzo poruszeni taką bliskością sfery sacrum teatru – zajmowaliśmy pierwsze rzędy. Siedząc tak, zastanawialiśmy się, czy miejsca są dobre, czy złe i spoglądaliśmy na znajdujące się na scenie rekwizyty i dekoracje.  Było ich niewiele, ale jak się później okazało, w pełni wystarczyły i nadały sztuce odpowiedni klimat.  Wydaje się, że dopiero rozpoczęcie spektaklu, zasygnalizowane przygaszeniem świateł, zdołało uspokoić niecierpliwą publikę.

Sztuka wprawiła wszystkich w pozytywny nastrój, na sali co pewien czas rozbrzmiewał śmiech. Nikt nie zdołał zmrużyć oka (co faktycznie zdarzało się na niektórych z poprzednich spektakli), a nawet jeśli próbował, to piski, wrzaski, płacze i szlochy Elizy Doollitle nie pozwoliły mu na to. Spektakl był głośny, żywy, aktorzy wczuwali się w role, bawiąc się mimiką, słowem i gestami z dziecinną łatwością. Ukazana na scenie historia okazała się prosta i przykuwająca  wszystkich.

Skoro już opisuję spektakl, ogólne wrażenie, to muszę chyba też przybliżyć odrobinę fabułę niewtajemniczonym – akcja kręci się wokół kwiaciarki ulicznej – Elizy –  i Profesora Higginsa, fonetyka. Higgins zakłada się ze swoim przyjacielem – Pickeringiem –  że w ciągu 6 miesięcy zdoła diametralnie zmienić dziewczynę i wprowadzić ją na salony. Obaj pracują nad nią bez wytchnienia, ona również daje z siebie wszystko… ale zaraz, zaraz… gdzie tu Pigmalion? Gdzie ten rzeźbiarz z mitologii greckiej zakochany w posągu, który sam wyrzeźbił? Spokojnie, on tu jest – rzeźbi damę z kwiaciarki, tworzy swoje dzieło. Haggins tak poświęcił się swej pracy, że nie dostrzegł wkładu Elizy, nie widział jak odbiera dziewczynie niezależność, zmienia jej życie nie do poznania, tym samym uniemożliwiając jej powrót do przeszłości, a gubiąc ją w przyszłości. Eliza po wygranej zakładu przez fonetyka ucieka z jego domu czując, że była dla niego tylko marionetką, zabawką, niczym więcej… „Rzeźba” ożyła i przemówiła ludzkim głosem. A spektakl dał wiele do myślenia zebranej publiczności.